Ta strona korzysta z plików cookies. Więcej informacji.

Edward Dwurnik – artysta, obserwator polskiej rzeczywistości.

22 października 2021

Obraz Dwurnika z cyklu Podróże autostopem.

[ 1 ] Edward Dwurnik, Podróże Autostopem (cykl IX) Legionowo, 1968, olej na płótnie, 143 x 110 cm.   Źródło: OnMyWall


Edward Dwurnik – artysta, obserwator polskiej rzeczywistości.

Edward Dwurnik jest osobistością i artystą niewątpliwie fascynującym. Niekiedy nie wiadomo czy bardziej odbiorców pociągały kontrowersje, które wzbudzał wokół swojej osoby, czy może twórczość, którą prezentował. Niemniej, wszystko co robił oraz tworzył Dwurnik, z całą pewnością złożyło się na jego niebywały sukces.
Znamienna dla malarza, była wyjątkowo duża płodność, która pozwoliła mu stworzyć na przestrzeni lat mnogą ilość rozbudowanych cykli. Jak artysta sam się wypowiedział w wywiadzie-książce, wydanej zaledwie dwa lata przed jego śmiercią: „Tak, to był obłęd, kocioł twórczy, który trwał jakieś czterdzieści lat. Gdy teraz czasem przeglądam swoje dawne rysunki, zastanawiam się, czy ja rzeczywiście to wszystko zrobiłem, tyle tego jest i wszystko świetne. I nie chodziło o to, że tak bardzo zależało mi na wystawach; po prostu czułem wewnętrzną potrzebę malowania tych wszystkich codziennych przeżyć [1].”

Rysunek Edwarda Dwurnika

[ 2 ] Edward Dwurnik, Mijanka I – z cyklu Jeden dzień, 1971.    Źródło: katalog wydany przez Galerię Art

Inspiracje malarza

Szczególnym wydarzeniem dla Dwurnika było zobaczenie wystawy Nikifora w Kielcach, latem 1965 roku. „Poczułem się tak, jakbym trafił na coś absolutnie swojego. Dlatego postanowiłem rysować i malować jak on. Trochę z przekory, trochę dla zabawy. Mocno się z nim identyfikowałem, stylizowałem, podszywałem [2].” Co więcej, artysta przyznał, że to właśnie od obrazu Rysunek numer I z 13 czerwca 1965 roku, będącego efektem silnej inspiracji Nikiforem, datuje rozpoczęcie swojej twórczości, mimo że już od dwóch lat [1963-1970] studiował malarstwo w Akademii Sztuk Pięknych w Warszawie. Fascynacja Nikiforem również była impulsem do wybrania się Dwurnika w podróż na Dolny Śląsk w trakcie której zwiedził wiele miejscowości. Tym samym w 1966 roku powstały pierwsze prace z cyklu Podróże autostopem. Na serię, którą artysta tworzył skrupulatnie przez wiele lat, składają się głównie widoki polskich miast przedstawiających architekturę (z wyraźnymi punktami charakterystycznymi danego miejsca – aczkolwiek niekoniecznie zgodnymi z topografią), uchwycone z perspektywy lotu ptaka (il.1). Prace będące dokumentacją świata jaki otacza artystę, wydają się doskonale łączyć w sobie realność z symbolizmem czy groteską. Warto oczywiście zauważyć, że wraz z upływem czasu, sposób przedstawienia ulegał zmianom i tak, w pewnym momencie Dwurnik zaczął malować widoki miast tylko w niebieskich barwach, a ulice oczyścił z tłumów ludzi, które na początku były stałym elementem na płótnie.
Mimo, że malarz zrezygnował w tym cyklu z przedstawiania ludzi, to niewątpliwie „człowiek” stanowił jeden z jego najważniejszych tematów. Uwidacznia się to choćby w serii Jeden dzień (il.2). W jednym z komentarzy ujawnił: „obcuję z ludźmi dojeżdżającymi do pracy, jeżdżę po małych miasteczkach, interesują mnie przeciętni Polacy, uważam, że oni nie są przeciętni, ponieważ oni mnie wychowali, uważam, że znam ich sprawy, ubiór, zwyczaje, przekonania, żargon — kocham ich i mam radość wystawić im pomnik swoim malarstwem [3].” To podejście widoczne jest również w bardzo znanych seriach takich jak Sportowcy (1972-1992) – skupiająca się na bohaterach, którzy przekornie nic ze sportem nie mieli wspólnego, za to chętnie m.in. palili papierosy „Sporty” od których pochodzi nazwa cyklu, bili się, pili wódkę i po prostu żyli w czasie komunizmu – czy Robotnicy (1975-1991) – cykl odnoszący się do strajkujących pracowników zakładów (il.3).

Obraz Dwurnik z cyklu Robotnicy.

Edward Dwurnik, Lament – cyklu Robotnicy, olej/płótno, 146×114 cm.


Cechy malarstwa Edwarda Dwurnika

Charakterystyczne dla tego cyklu prac jest wyjątkowe niedbalstwo w ich wykonaniu, nawet jak na Dwurnika, niezwykła ekspresja i wyblakła kolorystyka, choć w wielu innych pracach artysta nie unika żywych barw. Jak sam skomentował: „Gdybym mógł zamazać te wszystkie brudy, sosy, może byłoby bardziej świetliście, uroczyście, pięknie. Niechlujna kreska, niechlujny wyraz, przesadzony ruch, te wszystkie powykrzywiane wstrętne gęby są jednak założeniem. Oni tacy muszą być, trzeba ich więc byle jak malować [4].” Niewątpliwie Dwurnik był bacznym obserwatorem rzeczywistości, oddawał w swoich pracach samą esencję wydarzeń, jakby na gorąco komentując, przekazując to co się dzieje oraz towarzyszące temu emocje.
W latach dziewięćdziesiątych artysta zdecydował się dokonać niemałej zmiany w swej twórczości i przeszedł od figuratywnych; nasyconych narracją obrazów do pejzaży morskich, utrzymanych w niebieskiej kolorystyce. Dwurnik oczywiście nie byłby sobą, gdyby nie stworzył całej serii prac skupionych na mocno uproszczonych widokach morskich, które nazwał Błękitny (il.4). Charakterystyczne dla tych prac jest skupienie artysty głównie na samych falach i ich ruchu. Zwykle odżegnuje się od przedstawienia nieba czy horyzontu, a za wspomniane wcześniej fale robią bardzo proste formy. Takie podejście do przedstawianego obrazu zbliża Błękitny do stylu abstrakcyjnego. Tym samym mamy do czynienia z rzadką sytuacją, kiedy artysta decyduje się na tak znaczną zmianę wypracowanego już i rozpoznawalnego stylu. Głównym powodem, jak zwykle wypowiadał się Dwurnik, była jego potrzeba uwolnienia się od oczekiwań zarówno odbiorców, środowiska artystycznego jak i władzy wywołanych przedstawianiem na obrazach konkretnych zdarzeń, które chcąc, nie chcąc, były formą zaangażowanej wypowiedzi dotyczącej realiów życia lub polityki. Jak skomentowała Anda Rottenberg: „Ta jawność zapożyczeń i ich rozmaitość jest też wskazaniem na wyrazisty cudzysłów, w jakim artysta umieszcza całą swoją twórczość. Czai się w tym lekka drwina z powinności twórcy oraz dystans wobec utartych pojęć związanych ze sztuką – takich jak ‘osobisty styl’ czy ‘etos artysty’. Naprawdę chodzi o to, żeby nie przestać malować [5].” Można także zauważyć, że ten okres twórczości był poniekąd wstępem do dalszych eksperymentów dla artysty i tak powstał następny cykl XXV będący już całkowitą abstrakcją.
Do znanych prac Dwurnika należą obrazy przedstawiające tulipany (il.4). Dzieła te należą do późniejszego okresu twórczości artysty i podobnie jak wiele innych serii tworzył je na przestrzeni lat.
Kwiaty przedstawiał na różne sposoby, pojedynczo lub zapełniał nimi całe płótno, wyraźnie układając całą kompozycję w pasy. Wykorzystywał proste formy oraz żywe kolory takie jak: czerwień, żółty, niebieski. Co interesujące, prace o motywie tulipanów są pewnego rodzaju grą percepcyjną z odbiorcą, ponieważ kwiaty nabierają wydźwięku erotycznego. Kielichy roślin, niewątpliwie mogą przypominać widzowi kobiece intymne części ciała. I słusznie, gdyż jest to celowe założenie artysty. Tematyka erotyczna nie po raz pierwszy pojawia się w tej serii obrazów, jednak pokazuje ona, że artysta potrafi podejść do tego samego zagadnienia na wiele sposobów: subtelnie (seria z tulipanami), tradycyjnie (akty kobiece), bluźnierczo czy z ogromną dozą komizmu.

Obraz Edwarda Dwurnika przedstawiający grupę tulipanów.

Edward Dwurnik, Żółte tulipany, olej/płótno, 30×30 cm.   Źródło: Art Office

Wspomniane serie są jedynie ogólnym przekrojem twórczości Dwurnika. Jak zostało wspomniane na samym początku, był artystą niezwykle płodnym, tworzącym przez wiele lat, śmiało eksperymentującym i nie zamykającym się w jednych, ustalonych ramach. Tworzył zarówno prace w myśl własnego programu jak i na zamówienia. Ta niezwykła ilość prac, jaką artysta stworzył oczywiście wzbudzała i wzbudza zainteresowanie krytyków jakością obrazów.  Jakub Banasiak pisze „[…] niech w końcu padnie ten truizm – że Dwurnik to malarz wybitny, choć nierówny […][6].” Z drugiej, jak sam się wypowiedział artysta: „Mam różne pomysły na te same obiekty, motywy. Każdy obraz jest zróżnicowany kolorystycznie, nasycony inną akcją. Najczęściej są to widoki trzech miast: Kraków, Poznań, Warszawa, ewentualnie inne na konkretne zamówienie – Łódź, Sopot i tak dalej. […] Poza tym ta komercja (komercja na poziomie) pozwala mi realizować moje malarstwo programowe, na które zresztą też już znajdują się klienci [7].”

[1]. Małgorzata Czyńska, Moje królestwo, Wołowiec 2016, s. 23.
[2]. M. Czyńska, op. cit., s.103-104.
[3]. Edward Dwurnik – Od początku, kat. wyst., Galeria ART, Warszawa 2016, s.13.
[4]. Elżbieta Dzikowska, Artyści mówią: wywiady z mistrzami malarstwa, Warszawa 2011, s. 78.
[5]. Edward Dwurnik – podróż zaangażowana, kat.wyst., Desa Unicum, Warszawa 2020, s. 75.
[6]. Jakub Banasiak, Trickster malarstwa polskiego. Wokół ostatniej wystawy Edwarda Dwurnika, https://magazynszum.pl/75-x-75-dwurnik-w-panstwowej-galerii-sztuki-w-sopocie/ [data dostępu: 02.09.2021].
[7]. M. Czyńska, op. cit., s, 26.

 

Autor: Klaudia Brzuch